Portal - Biecz
Strona główna / Legendy...
Sobota - 18 listopada 2017 Klaudyny, Romana, Tomasza     
AKTUALNOŚCI
Anna i Tadeusz Pabisowie
Fundacja
Muzeum - film
Kopalnia Nafty w Pustym Lesie
Tadeusz Pabis (deutsche Ver.)
Od kopanki do szybu
Pionierzy przemysłu naftowego
Skaza na pomniku...
Wie war das mit dem Petroleum?
What was it with petroleum?
30-lecie muzeum - film
Wybitni naftowcy
Kalendariun Gorlicko - Jasielskie
Kopalnie, kopanki i szyby...
Historia Przemysłu naftowego
Ziemia gorlicka kolebką światowego przemysłu naftowego-film
Poszukiwania Nafty i Gazu Jasło
Książki które warto przeczytać - e-book + film
Jak do nas dojechać
Wieś Libusza
Zygmunt Pabis
Święta Barbara
Legendy...
Nasze osiągnięcia
Lotnicze wspomnienia - e-book
Napisali o nas...
Księga Gości
Forum
Polemiki i dyskusje ...
Linki
Kontakt
polski
Zbój Becz

Pokuta Jakuba
Zbój Sypko
Żebraczka
Był ładny jak Anioł

 

Legendy i opowiadania to rodzaj opowieści ludowych o postaciach bądź wydarzeniach, przesycone elementami fantazji – niezwykłości i cudaczności utrwalonych na piśmie lub w pamięci mieszkańców regionu, przekazywanych pokoleniom.

Z Bieczem między innymi ściśle związana jest ciekawa legenda o zbóju Beczu, który podobno miał wybudować miasto. Jest to oryginalna legenda utrwalona przez pokolenia, i w takiej formie należałoby ją pielęgnować:

W zamierzchłych czasach po obu brzegach rzeki Ropy szumiały odwieczne bory, nieskończone – rozległe. Tutaj dąb bratał się ze sosną i brzozą, chociaż wspaniałym ogromem królował nad nimi. Młódź leśna tworzyła nieprzebite podszycie i broniła przystępu do tajemnych kniei wiecznie ciemnych, ziejących chłodem i wilgocią. Gdzieniegdzie tylko rzedła gąszcz leśna, pokazywała się bujnym i pstrym kwieciem porosła polana, albo połyskiwała do słońca woda w stawie lub potoku górskim. Majestatyczny szum boru przycichł niekiedy, a wówczas ryczenie i wycie zwierząt, świergot i szczebiotanie ptaków zdradzało mieszkańców puszczy niezmierzonej. Tury i łosie, jelenie i sarny, dziki i niedźwiedzie, wilki i rysie toczyły ze sobą walki o byt i przetrwanie.

Tylko niekiedy, a bardzo rzadko wmieszał się człowiek w to panowanie przyrody. Wówczas rozbrzmiewały lasy od trąb myśliwskich, ujadania psów i krzyków odważnych myśliwych, a strwożone góry i skały roznosiły wieść ciekawą echem stugębnym. Czasem także drużyna kupiecka posuwała się ostrożnie i powoli wzdłuż brzegów rzeki Ropy, bo tędy przechodził trakt handlowy z Węgier przez Sącz na Ruś i Sandomierskie. Ostrożniej od dzikiego zwierza ciągła gromada wędrownych, aby nie wpaść w paszczę potworom leśnym, albo w zasadzkę niebezpieczniejszych od nich łotrzyków, łakomych na towar i pieniądz kupiecki.

Banda rozbójników miała w lasach tych nieprzebytych główne legowisko. Stąd zapuszczała się w głąb Węgier i Polski, lubiąc po drogach i napadając osady ludzkie. Dowódcą opryszków był Becz, Węgier. Był on silny, jak niedźwiedź i dziki, jak tur, krwi chciwy, jak ryś. To też był przestrachem na całym Podkarpaciu, a ciągnął niekiedy aż pod Sandomierz, Przemyśl lub pod Kraków: Kto chciał mieszkać bezpiecznie w tych stronach, opłacał się Beczowi, składając co roku wyznaczoną daninę, jak królowi. Becz za to łaskawie zostawiał go w spokoju.

Przez długie lata zbierał Becz skarby i przechowywał je w lasach, miejscach sobie tylko wiadomych. Wszystkie zbrodnie i łupieże uchodziły mu bezkarnie, gdyż żadna pogoń nie mogła go dosięgnąć w kniejach niedostępnych. Nikt nie śmiał zdradzić, bo każdy drżał ze strachu na samą myśl o mściwej ręce Becza.

Skoro jednak się postarzał, młodszych towarzyszy swoich nie potrafił zdusić w rękach, nogi straciły dawną gibkość i chyżość, zaczęła się rozluźniać karność w gromadzie zbójnickiej. Becz chciwy i nienasycony chciał zawsze każdą grabież znaczniejszą zagarnąć dla siebie, tymczasem towarzysze rozboju nie zadawalali się byle czym, zaczęli się ostro stawiać Beczowi, bo go się już mniej bali.

Wtedy to znalazł się ktoś – co zdradził. Ludzie zbrojni osaczyli Becza, jak dzika w kniei i chociaż się bronił wściekle, pojmali go i przed sąd postawili.

Było to radosne zdarzenie dla mieszkańców pogórza. Cieszyli się ludzie, że wreszcie po tylu latach mordów, ździerstw i pożogi zawita wreszcie spokój. Sędziowie jednogłośnie skazali Becza na śmierć, która miała być równie okrutna, jak straszne były czyny Becza. Miano go łamać kołem. Rozbójnik, który dawniej nie bał się niczego, przeląkł się nie tyle śmierci, co kary Bożej, jaka go czekała po śmierci.

Gdy go wyprowadzono z lochów na miejsce stracenia, gdy się zgromadzili sędziowie, kat i ludu wiele, Becz oświadczył, że posiada tak ogromne skarby, że za nie wybuduje całe miasto. – Ale skarby te – mówił – są ukryte w lasach, w miejscach zupełnie bezpiecznych. Nikt ich nie odnajdzie i przepadną na wieki dla ludzi, jeśli ja zginę.

-Darujcie mi życie – uwolnijcie od kary sromotnej, a przyrzekam, że odtąd zaniecham wszelkiego rozboju, za pieniądze swoje wybuduję miasto, a sam będę błagał Boga przez resztę dni żywota o darowanie mi ciężkich przewinień.

Poszli sędziowie na naradę, a że żal im było skarbów ukrytych, a zbój okazywał taką skruchę, tak żałował swoich niecnych czynów i przyrzekł poprawę – uwolnili go od kary i puścili na wolność.

Wnet okazało się, że Becz chociaż był rozbójnikiem, dotrzymał słowa. Wrócił nad Ropę i na wzgórzu, na tym miejscu, gdzie najchętniej dawniej przesiadywał i czatował na podróżnych, rozpoczął budować miasto. Wzniósł basztę murowaną z podziemiami i przejściami w lasy głębokie. Wybudował piękne miasto z kościołami i wszystko otoczył murem obronnym. Nie żałował pieniędzy, dobrze opłacał robotników. Sam doglądał budowy, więc też miasto szybko powstało.

Tutaj dokonał pokutniczego żywota. Bieczanie do dzisiaj pokazują turystom narożną kamienicę w Rynku, w której mieszkał Becz rozbójnik, założyciel miasteczka, które pierwotnie było Beczem nazywane, później zmieniło nazwę na Biecz.


© Wszelkie prawa zastrzezone     INTERAKTYWNA POLSKA
Webmaster: libusza@onet.eu